Milkeffekt: Wracamy do normalności
O wpływie koronawirusa na produkcję, przedaż i handel detaliczny rozmawialiśmy z Martą Badochą, Przedstawicielką firmy Milkeffekt w Polsce
Jaki wpływ na Państwa działalność produkcyjną i handlową miał wybuch epidemii koronawirusa?
Jak większość producentów żywności zostaliśmy zaskoczeni. Tymczasem nasz profil produkcji oparty jest w znacznej mierze na pracy ręcznej. Aby nasz asortyment mógł być dalej wytwarzany, 60 pań, które na co dzień zawijają ręcznie serowe warkocze, musiało zostać w pełni zabezpieczonych. Dział produkcji wyglądał jak sala szpitalna, a pracownice jak chirurdzy przed przeprowadzeniem operacji. Można sobie wyobrazić, jak ciężko było ręcznie splatać warkocz serowy w takich warunkach i w takich strojach. Mimo to zakład pracował non-stop, a Zarząd firmy utrzymał zatrudnienie, ale wynikły inne kłopoty. Część pracowników mieszka bowiem po stronie polskiej, część po stronie czeskiej.
Tymczasem procedury wynikające z pojawienia się koronawirusa były skomplikowane i wymagały dużego zaangażowania oraz poświęcenia ze strony zarówno Kierownictwa jak i pracowników – zmiana produkcyjna trwała trzy godziny, każdy użyty kombinezon był wyrzucany i spalany. Dzięki temu jednak nie było żadnych wpadek technologicznych. Chylę czoła przed naszymi pracownikami produkcyjnymi, którzy byli w stanie pracować w tych ekstremalnych warunkach.
pokaż



















