Spomlek (SM): Przed AI nie ma ucieczki

Rozmowa z Damianem Kożuchem,
dyrektorem Oddziału Chojnice Spomlek (SM)
Janusz Górski: Jak rozłożona jest obecnie produkcja mleczarska w zakładach należących do Spółdzielni?
Damian Kożuch: Każdy zakład w naszej grupie specjalizuje się w czymś innym. Ten w Chojnicach jest omnibusem – jesteśmy w stanie zrobić tu niemal każdy ser, oprócz tych długodojrzewających, ale tylko dlatego, że nie dysponujemy odpowiednimi formami. Warto dodać, że wszystkie nasze warzelnie wykorzystują moce produkcyjne do produkcji serów.
Czy w zakładach Spółdzielni w 2025 r. nastąpił wzrost skupu oraz przetwórstwa mleka?
Liczymy dynamikę na dwa sposoby. Pierwszy pokazuje całościowy skup – i tutaj wzrost wyniósł niespełna 10%. Natomiast liczymy też dynamikę u naszych stałych dostawców. Przez dwa ostatnie lata płaciliśmy też dodatkowo za przyrost dostaw w każdym kwartale. Ten program dobrze się rozwinął, a dostawcy walczyli o proponowane środki. Dzięki temu nie potrzebowaliśmy zbyt wielu nowych dostawców, bo w ten sposób pokrywaliśmy odejścia i likwidacje gospodarstw mlecznych.
W jaki sposób nowe instalacje wpływają na wydajność? Jak udaje się Państwu pogodzić dążenie do maksymalizacji uzysku z rygorystycznymi wymogami jakościowymi dla serów typu premium?
Każda inwestycja jest u nas rozpatrywana pod względem efektywności wydatków na kilogram produktu. Opowiem na przykładzie zakładu w Chojnicach: wstawiliśmy nowy casomatic do produkcji serów typu szwajcarskiego. Pozwoliło to produkować więcej sera dziennie niż dotychczas sera typu salami. Co ważne, robiła to ta sama załoga w tym samym czasie.
Jak można maksymalizować wykorzystanie każdego grama wartościowych substancji zawartych w mleku?
Tutaj nie ma taryfy ulgowej. Jakość jest wpisana w nasze DNA. Dążenie do maksymalnego uzysku jest nierozerwalnie związane z jakością, która w strukturze Spomleku stoi zawsze na pierwszym miejscu przed wydatkami i wydajnością. Nasze zakłady produkują ser, z którego około 98,5% klasyfikuje się w pierwszej klasie jakości. To bardzo dużo, choć wciąż pozostaje te 1,5% do poprawy, ale ser to żywy organizm.
A jak wygląda kwestia strat składników mleka przy nowoczesnych liniach?
Redukcja strat jest niewielka, bo przemysł mleczarski od zawsze starał się wykorzystać wszystko, co możliwe. Chodzi już tylko o niuanse, np. separację serwatki by nie było w niej „kurzu mlecznego” ani ziarna. To są różnice rzędu kilku promili. Kluczowa jest pełna optymalizacja parametrów, takich jak temperatura zaszczepiania mleka.
Przy produkcji serów podpuszczkowych najważniejsza jest stabilność parametrów technicznych. Jakie rozwiązania w zakresie automatyzacji i systemów sterowania wdrożyli Państwo w ostatnim czasie?
Jeszcze niedawno pracowaliśmy na wannach serowarskich, gdzie wszystko zależało od serowara – on musiał dotknąć, powąchać, sprawdzić strukturę. W tej chwili pracujemy na kotłach serowarskich. System kontroluje czasy podgrzewania, krojenia i tempo. Serowar podchodzi tylko sprawdzić etap, a system sygnalizuje lampką moment, gdy trzeba rzucić okiem na proces. To ogromny przeskok w stronę automatyzacji.
W jakich obszarach przetwórstwa mleka i produkcji wyrobów gotowych wdrażają Państwo rozwiązania z dziedziny AI? Czy narzędzia AI mogą być pomocne w tak specjalistycznej produkcji?
Obecnie bardziej w logistyce i magazynach. Robimy jednak przymiarki, by AI pomagała nam obserwować, co dzieje się w kotłach serowarskich, a jednocześnie uczyła się od nas niuansów produkcji. AI będzie uczyła się przebiegu procesów, aby z bardzo wysoką pewnością podpowiadać operatorowi moment włączenia następnego kroku lub nawet samodzielnie inicjowała zmianę. Na razie to faza doświadczeń. Mimo postępującej automatyzacji zakładamy, że przy samej produkcji obecność człowieka nadal będzie niezbędna, a AI ma pełnić funkcję narzędzia wspomagającego i podpowiadającego. Uważam, że przed automatyzacją, robotyzacją i AI nie ma ucieczki, choć dziś jeszcze nie do końca wiemy, jak w pełni te narzędzia wykorzystać.
Jeżeli planują Państwo wymianę linii produkcyjnej, a sprawą konieczną jest zachowanie ciągłości produkcji, to czy decydują się Państwo na systemy „pod klucz” od wiodących graczy globalnych, czy raczej na szyte na miarę rozwiązania integrujące urządzenia różnych producentów?
Generalnie staramy się mieć jednego głównego dostawcę, by uniknąć sytuacji, w której wykonawcy zrzucają winę na siebie nawzajem. Ale wiele zależy od inwestycji. Nowa, bardzo wydajna nalewarka do kefirów i skyrów została zaprojektowana pod konkretne miejsce w zakładzie tak, aby jej montaż nie kolidował z obecną produkcją – to jest rozwiązanie zaprojektowane specjalnie dla nas. Z kolei 10 lat temu w Chojnicach musieliśmy przenosić stare linie z pomieszczenia do pomieszczenia, by utrzymać produkcję podczas budowy nowych kotłów.
Każda inwestycja jest obecnie poprzedzona etapem, w którym opracowujemy własny projekt. Następnie konsultujemy go ze specjalistami, analizujemy różne koncepcje, maszyny i rozwiązania technologiczne przed podjęciem ostatecznej decyzji.
Porozmawiajmy o efektywności energetycznej. Jakie działania w tym zakresie realizowaliście w ubiegłym roku?
Nasze inwestycje w Spomleku w tamtym roku liczone są w milionach złotych. Większość z tych środków została wydana na linię do napojów i nowy magazyn, ale też nowoczesne stacje mycia CIP, które zużywają mniej preparatów higienizacyjnych, co wpisuje się w ograniczanie śladu węglowego i ESG. Systemy CIP są zaprojektowane tak, aby kwas oraz soda mogły być wykorzystywane w obiegu jak najdłużej, aż do momentu, w którym całkowicie stracą swoje właściwości, co minimalizuje częstotliwość ich wymiany. Postawiliśmy na odzysk ciepła z amoniaku i sprężarek oraz zwiększenie mocy instalacji fotowoltaicznych z 50 kW do 300 kW w Młynarach i Chojnicach.
Czy odczuwają Państwo wzrost cen czynników energetycznych związany z sytuacją geopolityczną?
Najbardziej dotkniętym obszarem jest obecnie transport, w tym zbiórka mleka od rolników oraz logistyka między poszczególnymi zakładami grupy.
Gaz i energię mamy zakontraktowane, natomiast bardziej obawiamy się o dostępność gazu niż o cenę. Zaczynają nas jednak dotykać ceny materiałów bezpośrednich – folii i opakowań kartonowych. Producenci zapowiadają kolejne podwyżki cen.
Czy obecne instalacje i automatyczne systemy stosowane w przetwórstwie mleka są bezpieczne i odporne na ingerencję cybernetyczną z zewnątrz? Jak zabezpieczają się Państwo przed takimi próbami?
Obecne instalacje i systemy automatyczne w przetwórstwie mleka są coraz lepiej zabezpieczane, jednak zagrożenia cybernetyczne stale ewoluują, dlatego traktujemy ten obszar jako jeden z naszych priorytetów. Dziś robimy wszystko, aby maksymalnie ograniczyć ryzyko takich incydentów.
Powołaliśmy pełnomocnika ds. bezpieczeństwa, a nasz dział IT na bieżąco rozwija swoje kompetencje i wdraża nowe rozwiązania ochronne.
Regularnie modernizujemy infrastrukturę – wymieniamy sterowniki, aktualizujemy systemy i dostosowujemy je do aktualnych standardów bezpieczeństwa. Duży nacisk kładziemy również na ludzi, których szkolimy.
Bezpieczeństwo traktujemy jako proces ciągły i jeden z najważniejszych obszarów funkcjonowania firmy.
Jak optymalizują Państwo gospodarkę wodno-ściekową? Ile jeszcze zostało do granicy możliwości przetwarzania pozostałości po mleku?
Wciąż jest wiele do zrobienia w tym zakresie m.in. dlatego, że technologie odzysku wody są bardzo drogie. Modernizujemy jednak stacje CIP, by jak najdłużej wykorzystywać kwas i sodę w obiegu zamkniętym. Analizujemy i kalkulujemy, które inwestycje są dla nas najbardziej opłacalne.
Mimo że branża nieustannie dąży do unowocześnień, rozwój techniki wciąż przesuwa granicę możliwości optymalizacji, a jedyną istotną barierą pozostają wysokie koszty tych technologii.
Czy proces produkcji serów można całkowicie zrobotyzować?
Najłatwiej jest zautomatyzować pakowanie. Najprostsze do wdrożenia są np. roboty do zamykania opakowań oraz cały etap od wyjścia sera z solanki do magazynu. Te fragmenty łańcucha produkcyjnego można zautomatyzować stosunkowo łatwo. Najtrudniejszym etapem pod tym względem jest sama produkcja sera. W tym obszarze przewiduje się, że serowarzy i operatorzy będą nadal potrzebni, a IT i AI będą ich coraz lepiej wspierać z uwagi na wymogi specyficznego nadzoru.
Jak Pan ocenia kondycję techniczną polskiego mleczarstwa? Czy podgląda Pan rozwiązania stosowane w dużych mleczarniach i serowniach w Niderlandach i Niemczech? Czy mamy jeszcze jakiś dystans technologiczny do nadrobienia?
W części rozwiązań technologicznych jesteśmy na poziomie porównywalnym z najlepszymi zakładami w Niemczech i Holandii, a w wielu obszarach nawet lepsi.
Dziś 10% naszych dostawców ma roboty udojowe, które dostarczają 25% mleka. To pokazuje tempo rozwoju. Rolnicy, którzy uniknęli dużych kredytów i mają zapasy pasz, są w niezłej kondycji finansowej. Mleczarstwo w Polsce dzięki modelowi spółdzielczemu, od 30 lat jest stabilnym i opłacalnym biznesem.
Dziękuję za rozmowę
Janusz Górski

